Jednym z niewątpliwych plusów pracy na statkach jest to, że mogą one pływać po całej Ziemi. Praktycznie wszędzie, gdzie tylko jest wystarczająco głęboka woda. Niekoniecznie nawet słona.

W taki właśnie sposób mogłem zobaczyć, usłyszeć, powąchać, posmakować, dotknąć – słowem – przeżyć wszystkimi zmysłami to, co niektórym nie będzie dane nigdy. Jednym z miejsc, które często wspominam jest  Afryka.  W szczególności Kenia, a dokładniej Mombasa.

Jako, że afrykańska myśl techniczna miała wtedy sporo do nadrobienia, a sami kenijscy dokerzy lubili posiedzieć w cieniu, statki spędzają tam w portach więcej czasu niż gdzie indziej na świecie. Ma to swoje dobre strony. (oczywiście nie z punktu widzenia armatorów)Długi postój w porcie daje możliwość zamiany wachty czy nawet wzięcia dnia wolnego w pracy.

Zdjęcie: Anja cocoparisienne/pixabay

Trfiło mi się właśnie tak kiedyś w Mombasie. Czekaliśmy najpierw tydzień na rzece na samo miejsce w porcie a potem jeszcze tydzień rozładowywano statek. Okazało się, że mogę mieć jeden cały dzień  wolny. Wziąłem więc udział w safari:) 100$ nie było w/g mnie wygórowaną caną za przeżycie czegoś ciekawego pierwszy i może ostatni raz w życiu. Byłem zdumiony, że nie wszyscy tak myślą. Ale do rzeczy.

Plan był taki, że wyjeżdżamy o 04.00 rano z portu i wracamy przed północą.

 

Ruszyliśmy. Już pobyt na stacji benzynowej w okolicach Mombasy przyniósł ciekawe odkrycia. Stacja Shell. Absolutnie nowoczesna. Spotyka się takie wszędzie w świecie. Jednak ochrona stacji już pod wyraźnym wpływem lokalnych tradycji. Ano panowie Ci choć nosili garnitury, na nogach mieli sandały a do obrony miały im służyć… łuki i strzały. Afryka. Po kilkugodzinnej podróży mocno zużytymi drogami dotarliśmy do granicy Parku Narodowego. Tam przed samą bramą Parku zostaliśmy wręcz wchłonięci przez świat kenijskiego rękodzieła ludowego – kilka sporych chat z tysiącami pamiątek. Niestety ceny nie bardzo zachęcały do kupna. No i tam gdzieś pomiędzy rzeźbą żyrafy a posągiem Masajki naturalnej wielkości pojawia się może 17 letni chłopak w bardzo białej (kontrastowo do skóry)koszulce… piwa Żywiec!! To było ponad 10 lat temu i wiedziałem raczej, że dystrybucja Żywca nie dotarła do Kenii. Okazało się, że brat chłopaka w koszulce studiuje w Polsce i przysyła mu z tej Polski takie rzeczy.

Po drobnych zakupach wjechaliśmy do parku a ten zrobił na nas piorunujące wrażenie. Ciężko się przestawić na myślenie, że słoń wielkości ciężarówki, który właśnie zaszedł nam drogę jest tutaj czymś naturalnym. Czy zżerająca właśnie antylopę lwica, której niemalże najechaliśmy na ogon.

Niestety do dziś żałuję, że nie miałem wtedy  porządnego aparatu fotograficznego. Polowanie z obiektywem na pewno zaliczyłbym tam do udanych.

 

Zdjęcie top: Melvin Cox/pixabay