Utrata pracy to zawsze stres, podoba nam się to czy nie, każdy musi przez to przejść.

Dawno nie czułem takich emocji. To co do tej pory dotykało tylko innych wokół mnie, dotknęło i mnie. Nie jestem żadnym wyjątkiem i jak wielu moich kolegów z branży w ostatnich dwóch latach najzwyczajniej w świecie straciłem pracę.

Pominę w tym tekście okoliczności w jakich się to stało. Mam jednak nadzieję, że będę mógł na ten temat napisać kiedy opadnie kurz.

W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć, że po czterech latach współpracy wszystko kończy się ot tak jednego dnia, bez uprzedzenia i przygotowania. To co czułem to pewnie klasyka gatunku: niepewność jutra, strach przed widmem utraty płynności finansowej, rozczarowanie, złość.  Stało się to jednak i dzieje się każdego dnia. Długo nie mogłem sobie uświadomić tego, do czego przyzwyczajali mnie od dawna starsi koledzy.

„Jesteśmy „ludźmi” wtedy kiedy system nas potrzebuje. Kiedy jesteśmy zbędni sprawy mają się dość odmiennie. Z „człowieka” uzbrojonego w umysł, wiedzę i emocje zamieniamy się w „numer”. Numer, który nijak nie pasuje do rachunków…”

Szczerze przyznam, że przez chwilę nieco mnie świadomość tego wszystkiego zdołowała. Moje myśli bezproduktywnie i destrukcyjnie odbijały się chwilę o szoty w kabinie. Na szczęście nie trwało to długo i szybko się otrząsnąłem. Zabrałem ze statku moją basówkę, pożegnałem kolegów, z którymi pracowałem przez ostatnie kilka lat i o 4.30  pojechałem na lotnisko. Siedzę w tej chwili w samolocie z Kopenhagi do Warszawy i wiem, że moje życie trwa dalej. Wiem, że praca jest dość istotnym czynnikiem jaki determinuje nasze życie, ale czuję w trzewiach, że to nie jest najważniejsze.

Optymizmem napawa mnie przede wszystkim to, że mam cudowną i zdrową córkę, którą kocham ponad życie. To dla niej chcę być silny i wierzyć, że następna część życia przede nami. Mam wciąż żyjących rodziców, mam przyjaciół, do których mogę zadzwonić o 3 nad ranem i wiem, że jeśli tylko będą w stanie, na pewno zawsze mi pomogą. Mam też doskonałe hobby, o którym pewnie któregoś dnia napiszę. To naprawdę bardzo ważne sprawy!

Co jeszcze mam? Mam za sobą 20 lat pracy na morzu. Nie jestem starym, ale doświadczonym „matrosem”!

Pomyślałem sobie, że skoro zdecydowałem się opublikować ten tekst na marynarz.pl w pewien sposób zrezygnowałem z części mojej prywatności. Idąc za ciosem co jakiś czas dam Wam znać jak to szukanie pracy mi idzie. Rzuci to też trochę światła na to jak wygląda dzisiaj rynek pracy dla mechaników okrętowych w mojej branży. Poza tym, może, ktoś z Was będzie chciał się podzielić swoimi doświadczeniami w temacie zmiany czy poszukiwania pracy na morzu.

Gdyby komuś przyszła ochota podzielić się swoją opinią zapraszam do komentarza. Pamiętajcie również, że sami możecie dzielić się z nami swoimi historiami. Materiały wysyłajcie na adres: mojahistoria@marynarz.pl