Początki ratownictwa morskiego

 

 

 

Pierwszym krajem, w którym powstało zorganizowane ratownictwo morskie była Wielka Brytania – potęga morska z wielowiekowymi tradycjami.
W na wybrzeżu polskim stacje ratownictwa morskiego zaczęły powstawać w połowie XIX w. Przykładem może posłużyć Ustka w której w 1867 roku postała tzw. Czerwona Szopa.  Wcześniej po wschodniej i zachodniej stronie portu powstały dwie drewniane bazy ratownicze ze sprzętem do ratowania załóg statków wyrzuconych na mieliznę. W związku z dużą liczbą takich katastrof, podobne stacje powstawały wtedy wzdłuż całego pomorskiego wybrzeża, co kilkanaście kilometrów.

 

 

U źródła historii morskiego ratownictwa leży odwaga i solidarność, które panują wśród rybaków. Kiedyś wielu z nich nie wracało z połowów. Wielkie katastrofy, w których traciło życie setki ludzi bulwersowały opinię publiczną. Stąd narodziła się idea zorganizowanego ratownictwa morskiego. W początkowym okresie funkcjonowało ono na zasadach dobrowolności. To właśnie wolontariusze, oddani tej humanitarnej służbie uratowali setki istnień ludzkich.

 

Zaczynali od drewnianej szopy

Drewniana szopa stojąca w tym miejscu została w 1887 roku zastąpiona murowaną, wzniesioną dzięki fundacji pracowników poczty i telegrafu dla uczczenia 90-tych urodzin cesarza Wilhelma I. W środku mieściła się m.in. stajnia dla koni oraz wóz na specjalnych kołach, nie grzęznących w plażowym piasku, służący do przewożenia 10-osobowej łodzi wiosłowej oraz wyrzutni rakiet, którymi wystrzeliwano liny do ewakuacji rozbitków. W okresie od 1867 do 1945 roku usteccy ratownicy-ochotnicy uratowali 166 istnień ludzkich. Za każdego uratowanego otrzymywali po 3 marki premii.

 

 

Nie mając w swoich archiwach zdjęć polskich łodzi ratowniczych z tamtego okresu posiłkuję się zdjęciami łodzi i ratowników z wybrzeża Holandii.

Przygotował: Piotr