login
hasło

przypomnij hasło więcej
zarejestruj się więcej

 
STRONA GŁÓWNA
ŻEGLUGA MORSKA
ŻEGLUGA ŚRÓDLĄDOWA
FORUM
GALERIE
GIEŁDA/OGŁOSZENIA
KONTAKT
STRONA GŁÓWNA

HISTORIA

Statki budowane z betonu

Statki budowane z betonu

Gdy podczas drugiej wojny Niemcom zabrakło stali, zaczęli budować statki... z betonu. Dziś ich pozostałości można oglądać w Polsce.

Pomysł wcale nie był absurdalny – wyjaśnia Igor Witkowski, dziennikarz i badacz tajemnic III Rzeszy. – Statki z betonu budowano już od dawna i to nie tylko w Niemczech. Jako pierwszy betonu użył Francuz Joseph--Louis Lambot w 1848 roku. Zbudował z niego niewielką łódź. Gdy kilka lat później pokazał ją na Targach Światowych, wywołała ogromne zainteresowanie. Mimo to pozostała tylko ciekawostką. Dopiero w 1890 roku Włoch Carlo Gabellini postanowił powtórzyć eksperyment Lambota. Zbudował kilka małych łodzi i dowiódł, że ten ciężki materiał nadaje się do budowy statków. Ale i wtedy stocznie nie potraktowały poważnie tego eksperymentu.

O betonie inżynierowie przypomnieli sobie dopiero podczas I wojny światowej, gdy stal stała się materiałem deficytowym. Kilka jednostek z betonowym kadłubem zbudowali Anglicy, ale były to tylko niewielkie barki lub pontony. W końcu 2 sierpnia 1917 roku w Norwegii powstała pierwsza jednostka zdolna do podróży morskich, 25-metrowy jacht o nazwie Namsenfjord. Jacht zaprojektowany i zbudowany przez N.K. Fougnera okazał się doskonałą konstrukcją. Szybko uruchomiono produkcję seryjną. Nie uszło to uwagi Amerykanów, którzy cierpieli na brak stali.

Amerykanie natychmiast ściągnęli do siebie Fougnera. Chcieli zbudować 24 pełnomorskie okręty wojenne. Budowę rozpoczęto w stoczni Liberty Ship Building Company w Brunswick. Jednocześnie w San Francisco prywatny przedsiębiorca William Leslie Comyn rozpoczął budowę parowca o nazwie Faith. Ukończono ją bardzo szybko, kosztem 750 tysięcy dolarów. Parowiec po raz pierwszy wyszedł w morze 18 marca 1918 roku. Nie pływał jednak długo. Po trzech latach sprzedano go i zatopiono jako falochron u wybrzeży Kuby.

Z zamówionej przez rząd USA floty 24 parowców zbudowano zaledwie połowę. Koszt ich budowy wyniósł blisko 50 milionów dolarów. Wszystkie weszły do służby dopiero po zakończeniu wojny. Amerykańska marynarka wojenna nie była jednak przekonana do ich przydatności. Dlatego wszystkie sprzedano jako jednostki transportowe. I rzeczywiście – nie pływały długo. Pierwszy, SS Atlantus, kilka lat później osiadł na mieliźnie, drugi, SS Cape Fear, po roku zatonął podczas sztormu. Pozostałe pływały kilka lat, aż przerobiono je na zbiorniki oleju i magazyny, a jeden, SS Palo Alto, na klub taneczny w Kalifornii. Przetrwał do dzisiaj i służy jako pomost do łowienia ryb.

Mimo złych doświadczeń Amerykanie powrócili do betonowców, bo tak popularnie nazywano te jednostki, w 1942 roku. Rok później w stoczni Tampa na Florydzie rozpoczęto seryjną produkcję 24 transportowców. Co miesiąc kolejna jednostka wchodziła do służby. Tym razem z powodzeniem zwodowano całą serię. W większości były to zbiornikowce, ale dwa takie betonowce posłużyły jako okręty desantowe podczas lądowania aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku. Mimo że o własnych siłach przepłynęły Atlantyk, armia amerykańska nie chciała, by wracały. Zatopiono je u wybrzeża Francji jako falochron przy słynnej plaży Omaha.

W tym samym czasie co w Stanach Zjednoczonych o betonowcach przypomnieli sobie Niemcy. – Niemcy od połowy lat 30. budowali niewielkie statki z betonu – wyjaśnia Igor Witkowski. – Jednak nigdy nie myśleli o tym, by uruchomić seryjną produkcję. Ale gdy zaczęło brakować im stali i zobaczyli sukcesy Amerykanów, uznali, że to dobre rozwiązanie.

W czerwcu 1942 roku powołali Sonder-ausschus Betonschiffbau, czyli w uproszczeniu wydział budowania statków z betonu. Jego szefem został Ulrich Finsterwalder. W kilku niewielkich zakładach rozrzuconych po całej III Rzeszy rozpoczęto budowę betonowców. Jednak najważniejsza produkcja ruszyła na terenie dzisiejszej Polski.

Spółka Schalenbau K.G. Dr Erach Luebert dostała zlecenie na budowę betonowych statków w stoczni w Rügenwalde, czyli w Darłowie. – Choć stocznia to wielkie słowo – mówi Leszek Walkiewicz, redaktor naczelny „Echa Darłowa” i prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Darłowskiej. – Po zachodniej stronie portu wykopano dwa suche doki. Budowano w nich drewnianą łupinę odwróconą do góry dnem. Gdy konstrukcja z drewna była gotowa, nakładano na nią szkielet, zwykłe zbrojenie ze stalowych prętów, a następnie natryskiwano kolejne warstwy betonu. To było bardzo pracochłonne zajęcie. Dla dyrekcji nie miało to jednak znaczenia, bo prace wykonywali więźniowie, głównie Rosjanie. Była też niewielka grupa Francuzów i Polaków i, co ciekawe, kilku więźniów Niemców. Gdy kadłub był gotowy, wodowano go i po przeholowaniu do portu odwracano.

Wykopanie doków i budowa pierwszej jednostki o wyporności 6,5 tysiąca ton zajęły Niemcom rok. Kadłub pochłonął 786 metrów sześciennych betonu i 519 ton stali. W Darłowie zbudowano jeszcze trzy statki. Dwa z nich przeholowano do Szczecina, gdzie w stoczni prowadzono prace wykończeniowe, montaż osprzętu i silników. Prace przy trzecim i czwartym prowadzono w darłowskim porcie. – Gdy do Darłowa weszli Rosjanie, w dokach prawdopodobnie były jeszcze dwa kadłuby – mówi Leszek Walkiewicz. – Niestety, gdy w październiku 1948 roku port przekazali władzom polskim, po stoczni nie został nawet ślad.

Losy pozostałych betonowców z Darłowa nie są do końca znane. – Najlepiej zachowany wrak znajduje się na jeziorze Dąbie koło Szczecina – mówi Aleksander Ostasz, redaktor naczelny magazynu „Nurkowanie”. – To tankowiec, który miał przewozić benzynę syntetyczną z fabryki w Policach, ale nigdy nie został ukończony. Nie zatonął, choć podczas nalotu 12 marca 1945 roku trafiła w niego bomba i został poważnie uszkodzony. Odholowano go na mieliznę, gdzie spoczywa do dzisiaj.

Mylnie uważa się, że jest to wrak jednostki nazwanej dla uhonorowania szefa projektu Ulricha Finsterwaldera. Pod koniec wojny wiele się działo i obecnie są problemy z ustaleniem jego prawdziwej nazwy. Były plany, aby z wraku zrobić kompleks wypoczynkowy, kawiarnię i restaurację, ale nic z tego nie wyszło. Zabrakło pieniędzy. Właściwy wrak Ulricha Finsterwaldera do dzisiaj spoczywa na głębokości 10 metrów na wysokości Grodna koło Międzyzdrojów. Ten tankowiec to z całą pewnością pierwszy betonowy statek z Darłowa. Był niemal gotowy, gdy 30 sierpnia 1944 roku został uszkodzony podczas alianckiego bombardowania. Niemcy próbowali go naprawić, aż w końcu uciekając, sami go zatopili, żeby zatarasować wejście do portu. Po wojnie wrak odholowano na wody Zatoki Pomorskiej i tam zatopiono.

Trzeci betonowiec odnaleziono w stoczni remontowej w Czajczynie. On także nie był skończony, ale pływał. Nie jest jasne, dlaczego pod koniec lat 50. został wysadzony na rzece Świna. Ostatnia, czwarta jednostka przetrwała do lat 70. Nikt nie ma pojęcia, dlaczego Armia Czerwona porzuciła niemal gotowy statek, choć Rosjanie znali jego wartość, bo też zbudowali kilka betonowców. Porzucili go na plaży w Bobolinie koło Darłowa, gdzie stał aż do 1974 roku. W końcu saperzy wysadzili kadłub, a miejscowa ludność pozbierała stalowe pręty i gruz. – Jesienią, gdy przychodzą sztormy, można jeszcze znaleźć kawałki konstrukcji – dodaje Leszek Walkiewicz. – To cenny łup dla kolekcjonerów pamiątek wojennych.

– Niemcy nie tylko w Darłowie budowali betonowce – mówi Igor Witkowski. – W sumie powstało kilkanaście jednostek. Nie odegrały jednak żadnej roli w działaniach wojennych.

Betonową flotę Niemców Igor Witkowski opisał w książce „Prawda o Wunderwaffe. Imperium badawcze SS”. Udało mu się nawet ustalić, że ich budowa zainspirowała Hermanna Göringa, marszałka Rzeszy, do pomysłu budowy betonowych lokomotyw. Miała to być odpowiedź na alianckie naloty, których celem było niszczenie niemieckiego transportu. Betonowe lokomotywy miały powstawać masowo. W odróżnieniu od statków nie powstała ani jedna.

 

Źródło: Newsweek.pl /Autor: Przemysław Semczuk

Na zdjęciu: Wodowanie betonowca SS 'Faith'

 

 
prev cofnij …… wszystkie wiadomości następny
Ostatnie komentarze (max.3):
Jeszcze nie dodano komentarzy do tego artykułu!
Jeśli chcesz przeczytać pozostałe lub dodać swój komentarz, musisz się zalogować!

REKLAMA


KALENDARZ
Maj 2017
NdPn WtŚrCzPtSo
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 


WIADOMOŚCI
Zapraszamy wkrótce

Już niebawem zobaczycie nową świeżą i ciekawszą formę serwisu marynarz.pl

Jeśli chcesz być o tym ...

Na falach pasji

Z przyjemnością prezentujemy Wam postać Tomka Szulczewskiego, który wiąże swoje codzienne życie ...

zobacz wszystkie wszystkie wiadomości

© marynarz.pl
start | foto galerie | video galerie | żegluga morska | żegluga śródlądowa | kontakt | marynarz.pl | 
2011© Copyright  Marynarz.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt zrealizowany we współpracy z StarWeb