Wyjazd na kolejny, nieznany statek zawsze wiąże się ze stresem.

Ile razy każdy kto pracuje na statku jechał po raz pierwszy na kolejny z nich z tak zwaną kolokwialnie i dość obrazowo po marynarsku „sraczką” ? To dość częste emocje. Zwłaszcza na początku tzw. kariery zawodowej, kiedy wciąż jesteśmy u dołu drabiny i cały „sludge”* ląduje nam na głowę. Na szczęście stan taki nie trwa długo. W/g mnie trwa do momentu, aż uświadomimy sobie co tak naprawdę stanowi o tym, czy w pracy czujemy się odprężeni i zrelaksowani, czy też spięci i przerażeni. 

Czasem ludzie jadą na piękny, nowoczesny statek uzbrojony we wszelkie możliwe nowinki techniczne. Wydawałoby się, że praca na takiej jednostce to nic innego jak czysta przyjemność. Jednak szybko okazuje się, że warunki pracy są tam nie do zniesienia! Inni znowu jadą na starą krypę, która na każdym kroku woła o uwagę i wyciska z ludzi ostatnie poty. Czują się jednak tam dobrze i chcą wracać po raz kolejny. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie wielu z Was to już to wie! Chodzi oczywiście o załogę!

” To ludzie przez swój szacunek do drugiego człowieka, lub też jego brak decydują o tym czy chcemy na statek wracać czy nie. To ludzie uczą się od siebie i wspierają w najbardziej dołujących sytuacjach we wszystkich flotach świata. To na ludziach chcemy polegać i czuć się bezpiecznie..”

Czasem też samemu trzeba przyjąć coś na klatę.

 

Czynnik ludzki w całym tym skomplikowanym, przemysłowym i bezdusznym biznesie to absolutna istota sprawy! To ludzie, a nie maszyny stanowią o tym jak wygląda nasza praca. To ludzie przez swój szacunek do drugiego człowieka, lub też jego brak decydują o tym czy chcemy na statek wracać czy nie. To ludzie uczą się od siebie i wspierają w najbardziej dołujących sytuacjach we wszystkich flotach świata. To na ludziach chcemy polegać i czuć się bezpiecznie! Osobiście od wielu już lat mam to szczęście pracować z ludźmi, z którymi potrafię się dogadywać. Czasem nie przychodzi to lekko… Czasem po prostu naturalnie. W każdym przypadku jednak stawiam na zasadę: „na statku nie ma ściemniania”. Wierzę, że lepiej powiedzieć komuś co „leży nam na wątrobie”. Czasem też samemu trzeba przyjąć coś na klatę. Z tym jest na ogół trudniej, ale świadomość, że zabiegi takie oczyszczają atmosferę pomaga znieść wiele 🙂 W pracy w każdym zawodzie istotne jest co wiemy, a czego nie. Jednak prócz wiedzy stricte technicznej jest coś równie istotnego! To zwyczajne bycie człowiekiem. Człowiekiem dla samego siebie i innych!

Czy nie wydaje się Wam, że to niezbyt wygórowana cena za przeżycie w dobrej i zdrowej atmosferze kilku czy kilkudziesięciu tygodni kontraktu w zamknięciu i odosobnieniu?

Podziel się swoją opinią w komentarzu. Jeśli jednak masz również w związku z tematem swoją historię wyślij ją nam na adres: mojahistoria@marynarz.pl

 

*sludge – nieczystości powstające przy eksploatacji statku